Etykiety

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Jojo Moyes "Kiedy odszedłeś"

Chciałabym dzisiaj skomentować ostatnią przeczytaną przeze mnie książkę autorstwa Jojo Moyes "Kiedy odszedłeś". Jest to kontynuacją powieści "Zanim się pojawiłeś", która opowiadała o bogatym Willu sparaliżowanym w zasadzie od stóp do głów i Lou, która się nim opiekowała.

Mój komentarz będzie zawierał spoilery, jeśli nie czytałeś/aś jeszcze tej książki, to nie kontynuuj czytania.

Przyznam, że nie potrafię recenzować książek dla tych, którzy ich nie czytali. Preferuję raczej po przeczytaniu książki skomentować co mi się podobało, co nie i wymienić się opinią z jej czytelnikami. 

Jak czytało mi się pierwszą część "Zanim się pojawiłeś"?
Pierwsza część tej opowieści niesamowicie mnie wciągnęła. Było to dla mnie coś nowego, bo rzadko spotykam się z tym, aby bohaterem książki był koleś sparaliżowany do tego stopnia, że potrafi ruszać tylko głową. Czytałam tę książkę z zapartym tchem, nie wiedziałam nawet kiedy mijały mi przeczytane strony. Jeśli chodzi o "Kiedy odszedłeś" to biorąc pod uwagę tempo czytania i zainteresowanie mogę stwierdzić, że wciągnęło mnie mniej, co często się zdarza przy kontyuacjach powieści, które były bestsellerami. 


Jak prezentuje się Lou w drugiej części książki
Jej postać została przestawiona bardzo naturalnie, da się odczuć, że cierpi po stracie Willa i naprawdę ciężko jest jej ruszyć do przodu. Niby nie ma depresji po jego śmierci, funkcjonuje w zasadzie normalnie, ale widać, że jest zagubiona.

Główne wątki "Kiedy odszedłeś"

Uczęszczanie Lou na terapię
W zasadzie to coś jak AA tylko oczywiście nie dla alkoholików, ale dla tych, którzy stracili kogoś bliskiego i nie potrafią sobie z tym poradzić. Spotkania terapeutyczne. Poznajemy na nim kilkoro ludzi, którzy borykają się z tym samym problemem co Lou, niektórzy stracili małżonka, czy tak jak jeden z bohaterów - mamę. W zasadzie dosyć nudny wątek, ale potrzebny do wprowadzenia postaci Jake'a i oczywiście Sama.

Pojawienie się córki Willa, o której nie wiedział
Głównie na tym opiera się fabuła całej książki. Na borykaniu się Lou z problemami nastoletniej Lily. Według mnie Lily jest bardzo ciekawą postacią, szczególnie jej dosyć poważny problem suto zakrapianej alkoholem imprezy, po której jest nękana i w zasadzie to o niej jest ta książka.

Miłość Lou i Sama
Lou w końcu udaje się pokochać kogoś po śmierci Willa, ale w zasadzie nie wiemy, czy ta miłość będzie miała szansę przetrwać, czy nie, bo Lou wyjeżdża do USA po otrzymaniu ciekawej oferty pracy.

Feministyczna przemiana mamy Lou
Ten wątek był dziwny i kompletnie mnie nie wciągnął, wprawdzie kiedy osiągnął swój punkt kulminacyjny na imprezie u Lou i pojawił się jej ojciec z wydepilowanymi łydkami to trochę mnie to rozbawiło, ale całokształt był dla mnie wręcz irytujący i czekałam z utęsknieniem na rozwiązanie tego wątku. 

Ogólne wrażenie
Mimo wszystko książkę przeczytałam dosyć szybko, ciekawiło mnie co się stanie z Lou i jak potoczy się jej życie po śmierci Willa, ale nie zachwyciła mnie tak jak pierwsza część. W zasadzie wydaje mi się, że kontynuacja "Kiedy odszedłeś" jest niepotrzebna. Czytając pierwszą część przyżywałam wiele emocji, rozbawiała mnie, czasem doprowadzała do łez, szczególnie na końcu, kiedy Will żegnał się z życiem. "Kiedy odszedłeś" trzymała mnie cały czas w takim nostalgicznym nastoju, ani wesoołym, ani smutnym. Może właśnie takie już będzie teraz życie Lou? Ani wesołe, ani smutne. Po prostu zwyczajne. 

W tym roku to 5 przeczytana przeze mnie książka. Chciałabym przeczytać w końcu 52, ale w tym roku chyba również mi się to nie powiedzie, bo teraz ciężki czas przede mną - pisanie i obrona magisterki.

Jak wasze wrażenia? Czytaliście tę powieść?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz